„Znajdź coś co lubisz robić. A potem zacznij to robić.”

dnia

Prawda, że jeden z najlepszych cytatów polskiej kinematografii? Taki żarcik…

Ale chwytliwy nie? Jak ktoś to słyszy a właśnie planował wprowadzenie jakiejkolwiek zmiany w swoim życiu to sobie myśli – „nooo, to ja już wszystko wiem i zaczynam RIGHT NOW”. Nie jest tak? Kurde nie, to tylko wygląda na proste.

Mam 34 lata i nie wiem co lubię. Nie próbowałam się sprawdzić w różnych dziedzinach. Pracuję od lat w jednej firmie. To moja pierwsza praca z resztą, może nie jedyna ale taka główna. Życie po 15 wypełnia mi córka i codzienne sprawunki. Wieczorem padam na pysk już przed 22, bo inaczej się nie wyśpię na rano. I tak się nigdy nie wysypiam.

Nie jestem w tym odosobniona. Wielu ludzi jest w podobnej sytuacji. Nieliczni wybrańcy losu odnaleźli swoją pasję, w której całkowicie się spełniają i którą z czasem przekuli w dobrze prosperujące biznesy. Nie każde hobby oczywiście da się spieniężyć ale nawet wtedy jest to alternatywa na miłe spędzenie czasu wolnego, które człowieka rozwija.
Do czego zmierzam:

Jakiś czas temu przeanalizowałam swoje życie pod kątem zainteresowań własnych. Mam 3. Lekko zakurzone, ale jednak nie jestem jałową pustynią pod tym względem (to spore zaskoczenie, bo jednak całkiem o tym wszystkim pozapominałam).

Na tej liście (nie ważne na którym miejscu) znajduje się pisanie. Nie tam jakieś specjalne, tylko takie zwykłe. I żeby to ktoś przeczytał. Ot – coś właśnie jak to.
No i jest problem, który oczywiście swoją rangę nabiera chyba tylko w mojej wyobraźni. (Nadzieja matką głupich) Ostatni raz napisałam coś, co się podobało komuś innemu niż mnie samej w liceum. Przecież wszyscy wtedy pisaliśmy wypracowania, szkoła to szkoła a mus to mus. Pisał każdy. Ja też.

Zostawmy przeszłość za sobą.

Odpuściłam to sobie zaraz po maturze.Od tamtej pory coś sobie sporadycznie poskrobałam i albo schowałam do szuflady albo skasowałam folder, w którym moją twórczą popelinę (w znaczeniu zdecydowanie takim, jakie znam z ulicy) zapisywałam. No rozwinęłam się tak, że aż się cofnęłam…
Widzę te braki, które powstały w tym czasie. Widzę i jest mi wstyd. Brak początku, brak rozwinięcia, brak puenty. Czarne literki na białym tle. Coś tu nawrzucałam, coś jeszcze zaczęłam pisać i przerwałam (kilka takich rzeczy). Zachowam w folderze tym razem. Więc jeszcze oglądam z każdej strony, jeszcze podchodzę do tego blogowania jak do jeża. Czytam inne blogi – nikt się nie bał pisać? W sensie, że żadnej obawy przed oceną własnej pracy? Czy po prostu ludzie nie przyznają się do swoich wątpliwości w tak błahym temacie?

Może ktoś jeszcze przypomni sobie o czymś, co sprawiało mu kiedyś radość. Może nawet ta myśl nie uleci z czyjejś głowy tak szybko i pewnego dnia dawne zainteresowanie doczeka się realizacji. Może.

Ps: Wpis po nic, dalej jestem na urlopie i korzystam jak mogę.

Ps 2: Wpis po coś. A ja przepraszam, idę przytulić się do drzewa. Lub puknąć się o nie w głowę.

photo-1447767961238-038617b84a2b

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s