Kupiłam Chińczyka! Znowu…

dnia

Moje dziecko poszło w tym roku do 3 klasy szkoły podstawowej, więc wie już z czym się szkołę je. Ja też już wiem z czym się szkołę je i dlatego przygotowywałam wyprawkę w postaci bloków, kredek i wycinanek na długo przed pierwszym dzwonkiem (dobra, zleciłam babci – chociaż w zasadzie sama chciała). Do klasy i do świetlicy. Takie wymogi, że wszystkiego trzeba razy dwa.

Do świetlicy dodatkowo poza wyposażeniem plastycznym trzeba było zakupić grę, zabawkę lub książkę – wszystko dostosowane do rozwoju dzieci w wielu wczesnoszkolnym.

I wiecie co – znów kupiłam „chińczyka”. Znów, tzn 3 rok pod rząd. Niby takie nic, bo przecież są o wiele lepsze gry, nowocześniejsze ale…ten sentyment.

Właśnie sentyment nie pozwolił mi kupić żadnej innej gry. Pamiętam te czasy kiedy nad „chińczykiem” spędzałam popołudnia z najlepszą koleżanką i jej rodzeństwem. Graliśmy, śmialiśmy się, obrażaliśmy, że ktoś inny wyrzucił większą liczbę kropek na kostce. Jedliśmy kanapki przyniesione ze szkoły (bo jak to jeść na przerwie skoro jest tyle tematów do obgadania) i piliśmy herbatę bez cytryny zrobioną przez jej mamę (bo raz, że dzieci nie lubią a dwa – to nie były czasy na takie wyszukane napoje i cytrynę w herbacie widziało się tylko jak człowiek był przeziębiony a nawet wtedy się krzywił). Ja nie chodziłam do świetlicy. U mnie zawsze w domu była babcia a i tak zawsze najpierw szłam do Justyny z bloku obok.

Więc to nie jest taka zwykła gra dla mnie. Mam związanych z nią tyle wspomnień, że zwyczajna być nie może Nie kupię im przecież gumy do skakania, bo dzisiejsze dzieciaki nie wiedzą jak się w nią gra. Nie kupię kart, bo to do szkoły a pamiętam doskonale jak chłopaki w 5 klasie przynieśli karty i grali na przerwach. Trwało to kilka dni pod rząd, dokąd nauczycielka tego nie zauważyła i im ich nie zabrała tłumacząc, że to hazard. Więc w szkole nie wolno. Były wakacje, kiedy wcale nie biegałam po podwórku. Kiedy mało co się opaliłam, bo z sąsiadkami na klatce schodowej całe dnie grałam w makao. Więc karty też nie. Szkoda.

Warcab nie było. Warcaby bym kupiła. Szachy były ale w szachy to ja sama nie umiem, więc nie sądzę, żeby były dostosowane do rozwoju dzieci w wieku wczesnoszkolnym (chociaż już teraz widać przebłyski geniuszu u co poniektórych ale ci to niech sobie grają w szachy z własnymi dziadkami).

I tak sobie spędzam ostatni dzień urlopu. Wspominając dzieciństwo. Lekko nostalgicznie mi się tak zrobiło. I gdybym mogła się cofnąć w czasie do tamtych dni zrobiłabym to bez wahania. Taaa…kiedyś było fajniej.

Widać do czego zdolny jest człowiek, który jutro musi wstać przed 6 rano.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s