Dlaczego nie pójdę do kina na „Wołyń”?

2 dni temu miała miejsce premiera kinowa wyczekiwanego przez większość kinomaniaków filmu Wojciecha Smarzowskiego. Widziałam zwiastuny filmu, czytałam też już kilka recenzji z przedpremiery jak i premiery, czytałam ukazane wywiady z aktorami oraz znam historię.

To co przebija się z owych recenzji to opinia, że film nie ocenia historii a ukazuje w pełnej krasie nienawiść. Nienawiść ludzi do ludzi z całym wachlarzem okrucieństwa jej towarzyszącym.

To mi wystarczy.

Z całą pewnością film z gatunku tych, które ‚trawi się’ podczas napisów końcowych i jeszcze długo po nich, a ja, o ile lubię kino zmuszające do refleksji to nie mam ochoty a w zasadzie boję się (tak, to adekwatne stwierdzenie) tego, że po jego obejrzeniu nie zapomnę o tym co widziałam. Nie przejdę do porządku dziennego nad obrazem nieludzkiego bestialstwa, które ten film ma ukazywać. Tak mam, współodczuwam. Zbyt intensywnie. Myślę, że taki jest też cel tej realizacji ale wyjaśnię jeszcze jedną kwestię.

W niektórych recenzjach przewijał się motyw odczucia widza w stosunku do Niemców jakoby wybawicieli. Przychodzili, zabijali, człowiek padał – i ten humanitaryzm jaki bije z takiego morderstwa w przeciwieństwie do sadyzmu Ukraińców mnie przytłacza ponad miarę mojej wytrzymałości. Wiemy kto był wszystkiemu winny, jednak czujemy ‚pod prąd’. Ja tak nie chcę.

Zobaczyłam jak to jest oglądając kiedyś film „Chłopiec w pasiastej pidżamie” Marka Hermana. Każdy to widział, większość to widziała a ja się wzbraniałam po opowieściach znajomych, które już wystarczyły mi do powzięcia decyzji – nigdy nie chcę tego zobaczyć, nie lubię filmów ukazujących czasy II wojny światowej, to było piekło w którym nie chciałabym uczestniczyć nigdy i mam to szczęście, że nie muszę. Na własne życzenie nie chciałam się cofnąć w wyobraźni do tamtych dni. Każdy film o podobnej tematyce wyłączałam zanim bezlitosna fabuła dała o sobie znać.

Ale któregoś wieczora ciekawość wygrała. Obejrzałam. Przeryczałam całą noc. Następnego dnia chodziłam jak zombie i przez kilka kolejnych nocy ryczałam znowu. Tylko już nie z tego samego powodu co nocy pierwszej.

Ten film odkrył we mnie coś czego nigdy nie chciałabym się o sobie dowiedzieć. W pewnych dziedzinach życia, odczuwania jestem hipokrytką. Nie umiem nawet tego inaczej nazwać. Czy współczułam Żydom zamkniętym w obozie? Nie. Bo historia była ukazana z innej strony niż mój mózg przyjął za zwyczajowe. Czy współczułam im, kiedy szli do komory śmierci? Nie – akurat im nie. Współczułam niemieckiemu chłopcu, który chciał pomóc swojemu przyjacielowi odnaleźć ojca. Jemu, temu który umarł przez przypadek, choć wokół panowała tylko śmierć. I jego matce…

Długo, bardzo długo wstydziłam się odczuć jakie ten film we mnie wywołał, chociaż nie byłam w nich wcale odosobniona.

Film, na którym można czuć odwrotnie, który widza wbija w fotel i trzyma w uścisku za gardło tak długo dokąd się nie skończy i dłużej, ukazujący nam historię i nas samych w sposób inny niż przywykliśmy jest zdecydowanie dobrym filmem. To tylko ja nie chcę przeżywać tych skrajnych emocji. Już się rozbiłam o ścianę wizji o świecie i o samej sobie. Zdecydowanie, póki mogę, wolę panować nad obszarem mojego umysłu odpowiedzialnego za postawieniem mnie nad przepaścią gniewu, strachu i jednocześnie bezsilności.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s